|
Marian Biernacki
Dziś kilka słów o frekwencji na nabożeństwach. Ogólne tendencje są takie, że coraz mniej chrześcijan bierze w nich udział. Czytałem, że w minione święta tylko 7% Brytyjczyków poszło do kościoła. We Francji, gdzie 64% mieszkańców uważa się za katolików, tylko 4,5% z nich uczęszcza na mszę.
Co w tym czasie robią? Wypoczywają, jadą na zakupy, wykonują drobne prace przydomowe itd. Bardzo to zastanawiające, bo przecież pierwsze z rzymskokatolickich przykazań kościelnych wzywa: W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy Świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych. Jednak wyznawcy tradycyjnych kościołów coraz mniej się takimi przykazaniami przejmują. A jak jest z tą frekwencją w ewangelicznych społecznościach? Czy aż tak zdecydowanie lepiej? Oto właśnie wykreśliliśmy z naszej wspólnoty siedem osób, które pojawiają się na nabożeństwie tylko od wielkiego dzwonu. Ich udział w życiu Kościoła stał się fikcją. Formalnie do niego przynależeli, ale praktycznie od wielu miesięcy nawet tu nie zajrzeli. Dlaczego? Można by zacząć czynić sobie wyrzuty, że nabożeństwa nie są dla nich dostatecznie atrakcyjne. Można podjąć rozmaite próby ponownego przyciągnięcia ich do społeczności. Doświadczenie wskazuje jednak, że nie w tym tkwi przyczyna absencji wielu współczesnych (nie)wiernych w kościele. Oni zwyczajnie przestali bać się Boga i przejmować się Jego Słowem. Swego czasu Mojżesz wezwał kilku podległych mu ludzi, aby przyszli w określone miejsce, lecz oni odpowiedzieli: Nie przyjdziemy! [4Mo 16,12]. Prorok Jeremiasz usłyszał z ust Judejczyków: W sprawie, o której mówiłeś do nas w imieniu Pana, nie będziemy ciebie słuchali [Jr 44,16]. Czyżby wspomniani ludzie nie wiedzieli, że Mojżesz reprezentuje Boga? Jak najbardziej wiedzieli też, że Jeremiasz mówił do nich w imieniu Pana, a mimo to zrobili po swojemu. W Księdze Sędziów czytamy: W tym czasie nie było króla w Izraelu, każdy robił, co mu się podobało [Sdz 17,6]. Historia lubi zataczać kręgi, a ludzie lubią robić, co im się podoba. Nie chce im się iść na nabożeństwo, więc nie idą, pomimo tego, że Pismo wyraźnie wzywa: I baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków, nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju [Hbr 10,24–25]. Czy wiara w Jezusa może pozostawać bez związku z udziałem w nabożeństwach? Spośród dziesięciu uzdrowionych trędowatych, jeden miał w sercu wielką potrzebę, aby znowu przyjść do Jezusa. Pozostali nie znaleźli w sobie dostatecznej do tego chęci. Prawdziwi uczniowie Jezusa Chrystusa to ludzie, którzy ochotnie biorą czynny udział w życiu Kościoła. Nie wyobrażają sobie nawet, że mogliby siedzieć w domu albo czymkolwiek innym się zajmować, podczas gdy gdzieś w pobliżu trwa zgromadzenie ich zboru. Wprost nie mogą się doczekać, kiedy wreszcie będzie następne spotkanie. Kto nie wie o czym tu piszę, najwidoczniej nie należy do Kościoła, chociaż być może jest jego formalnym członkiem.
|