Cztery modele służby PDF Drukuj Email
Zasoby > Życie wiarą

dlaczego_mamy_go_sluchacJohn Stott

Mamy obecnie do czynienia z zamętem co do natury służby pastorskiej. Czym zajmują się duchowni? Są przede wszystkim kapłanami, prezbiterami, pasterzami, prorokami, kaznodziejami czy psychoterapeutami? A może pracownikami administracyjnymi, organizatorami, menedżerami, pracownikami społecznymi, ewangelistamii lub osobami pilnującymi liturgii?

 

Zamęt ten nie jest nowy. W ciągu swojej długiej i burzliwej historii Kościół oscylował pomiędzy przeciwieństwami klerykalizmu (który stawia duchowieństwo na piedestale) i antyklerykalizmu (który je zrzuca, a nawet uważa, że jest niepotrzebne). Obecnie wiele Kościołów odzyskuje Pawłową wizję, w której każdy członek zboru jest sługą ciała Chrystusowego, zadaje się wiele radykalnych pytań. Czy duchowieństwo jest jeszcze potrzebne? Czy nie jest zbyteczne? Czy Kościół nie byłby zdrowszy bez niego? A może powinniśmy stworzyć Stowarzyszenie na Rzecz Zniesienia Kleru?

Właściwie zamęt ten trwa od początku. Powracamy do pierwszowiecznego zboru korynckiego, gdzie widzimy stronnictwa powołujące się na patronat poszczególnych przywódców: ‘ja należę do Pawła’, lub ‘ja należę do Apollosa’, czy też ‘ja należę do Piotra.’ Paweł był przerażony tym kultem osobowości. ‘Czym my takim jesteśmy,’ pyta niedowierzająco, używając rodzaju nijakiego, który ma uwłaczać ludzkim przywódcom, ‘że odnosicie się do nas z tak przesadnym szacunkiem?’ (por. 3:5).

Teraz, w rozdziale 4 apostoł zacznie odpowiadać na swoje własne pytanie. Tak niechaj każdy myśli o nas jako… (1). Paweł rozwinie tu cztery kluczowe zasady autentycznej służby pasterskiej. Przede wszystkim odnoszą się one do wyjątkowej służby apostolskiej Pawła. Jednak w drugiej kolejności stosują się również do każdej służby pasterskiej, zwłaszcza, jeśli pamiętamy nakaz Pawła, by przywódcy w Koryncie naśladowali go (16). Nakreśla tu cztery modele służby.

1. PASTORZY TO SŁUDZY CHRYSTUSA (4:1a)

Rzeczywiście, zanim zaczniemy służyć ludziom w świecie, czy Kościołowi, musimy stać się sługami Chrystusa. Dr. George Carrey, Arcybiskup Canterbury dobrze wyraził tą prawdę. Napisał:

Przed wszystkim, co dotyczy struktur, zarządu, polityki i finansów, stoi opoka chrześcijańskiego przekonania. Jako były rektor college’u uważam, że nauka musi wprowadzać studentów w głębszą i bardziej wymagającą więź z Jezusem.

Słowo, które tłumaczymy tu jako sługa to nie diakonos (jak w 3:5), ale hypēretēs. Robertson i Plummer piszą: ‘słowo początkowo oznaczało tych, którzy wiosłują (ēressein) w najniższym rzędzie galery [okręt wojenny posiadający trzy rzędy wioseł], a potem zaczęło znaczyć ogólnie kogoś, kto jest poniżej, po prostu „podwładnych”.’  Dziewiętnastowieczni komentatorzy uznają tą etymologię, choć dziś jest ona kwestionowana. Tony Thiselton pisze: ‘w klasycznej grece słowo to mogło w odpowiednim kontekście oznaczać wiosłującego w najniższym rzędzie, lecz, mimo że Korynt był miastem portowym, nie oczekiwano od adresatów, by myśleli przede wszystkim o tym znaczeniu’.

Oczywiście jest w Nowym Testamencie wiele tekstów, które podkreślają szlachetność służby pastorskiej (np. 1 Tm. 3:1) i nawołują Kościół, by darzył pastorów wielkim szacunkiem z powodu ich pracy (np. 1 Ts. 5:12 nn.). Niemniej jednak Paweł określa swoją służbę nie w kategoriach zaszczytów i chwały, lecz uniżenia. ‘Niechaj każdy myśli o nas jako o podwładnych Chrystusowych’.

Dla każdej służby i każdego przywództwa chrześcijańskiego podstawowe znaczenie ma pokorna, osobista więź z Panem Jezusem Chrystusem, wyrażone w codziennej modlitwie oddanie się Mu, i wyrażona w codziennym posłuszeństwie miłość do Niego. Bez tego służba chrześcijańska jest niemożliwa. Ponadto, jako podwładni Chrystusa odpowiadamy przed nim za naszą służbę, bo jest on naszym Panem i sędzią. Ten fakt stanowi dla nas zarówno pocieszenie, jak i wyzwanie.

Z jednej strony bycie sługą Chrystusowym jest dla nas pocieszające. Dzięki temu możemy powiedzieć: Nie ma najmniejszego znaczenia, czy wy mnie sądzić będziecie, czy jakiś inny sąd ludzki, bo nawet ja sam siebie nie sądzę (3). Paweł kontynuuje: Albowiem do niczego się nie poczuwam (sumienie mnie nie oskarża, dosł. ‘nie mam nic przeciwko sobie’), lecz to – nawet czyste sumienie – mnie jeszcze nie usprawiedliwia, bo tym, który mię sądzi, jest Pan (4).
Stwierdzając, że jest odpowiedzialny za służbę jedynie przed swoim sędzią – Jezusem Chrystusem, a nie przed ludzkimi sędziami – czy to przed sobą samym, czy przed innymi, Paweł wyciąga praktyczny wniosek: przeto nie sądźcie przed czasem. Przedwczesne sądy zawsze są niemądre. Dlatego czekajcie dopóki nie przyjdzie Pan, bo wtedy wszystko się wyjaśni. On ujawni to, co ukryte w ciemności, i objawi zamysły serc. Nic się przed Nim nie ukryje. Nie wydarzy się żadna pomyłka sądowa. Wtedy każdy otrzyma pochwałę (lub potępienie) od Boga (5).

Paweł dodaje, że nie głosi jedynie abstrakcyjnej zasady. Przeciwnie: A ja odniosłem to (jako lekcję pokazową ) do siebie samego i do Apollosa przez wzgląd na was, bracia, abyście na nas się nauczyli ‘nie rozumieć więcej ponad to, co napisano’, czy też, nie wychodzić ponad Pismo. Po to, żeby nikt z was nie wynosił się nad drugiego, stając po stronie jednego nauczyciela przeciwko drugiemu (6), gdyż Pismo ciągle uczy nas pokory i nie zostawia miejsca na pychę.

Paweł przedstawia te sprawy Koryntianom zadając im serię pytań. Pierwsze: któż ciebie wyróżnia? Oczekiwana odpowiedź mówi, że wszystkie różnice pomiędzy nami pochodzą od Boga. Drugie: co masz, czego nie otrzymałbyś? Odpowiedź: nic. Trzecie: A jeśli otrzymałeś, czemu się chlubisz, jakobyś nie otrzymał? (7). Inteligentna odpowiedź jest niemożliwa, wszelkie chlubienie jest po prostu absurdalne.

Cały ten fragment (wiersze 3-7) podkreśla jedną, główną zasadę, mianowicie, że słudzy Chrystusa (niezależnie od formy, jaką przyjmuje ich służba) są odpowiedzialni przed Chrystusem za swoją służbę. Oczywiście musimy słuchać ludzkiej krytyki, choćby była bolesna – taka jest zwłaszcza krytyka nieprawdziwa, niesprawiedliwa i nieżyczliwa. Lecz ostatecznie odpowiadamy przed Chrystusem, a wierzę, że jest on bardziej sprawiedliwym i miłosiernym sędzią, niż jakikolwiek człowiek, komitet, rada, czy synod.

Wyjaśnia nam to, co należy czynić z anonimami. Mogą one bardzo ranić, a z drugiej strony – jeśli autorowi brakuje odwagi by ujawnić swoją tożsamość, nie należy brać ich zbyt poważnie. Znana jest historia Josepha Parkera, który był kaznodzieją w City Temple w Londynie w czasach, gdy C. H. Spurgeon nauczał w Metropolitan Tabernacle. Pewnego dnia, gdy Parker wstępował po schodach na kazalnicę, pewna kobieta rzuciła w niego zwiniętą kartką papieru. Podniósł papier, rozwinął i przeczytał. Napisane było tylko jedno słowo: ‘Głupiec!’ Parker zaczął kazanie w następujący sposób: ‘Otrzymałem w życiu już wiele anonimów. Zwykle zawierały treść bez podpisu. Dzisiaj po raz pierwszy otrzymałem sam podpis bez tekstu!’.

Choć z jednej strony bycie odpowiedzialnym przed Chrystusem jest dla nas pocieszające, to z drugiej – stanowi wyzwanie. Jego normy są wysokie i święte. I choć sporej części pracy pastora nie widzą ludzkie oczy i nie podlega ona nadzorowi, to zawsze jesteśmy w Jego obecności. Nie powinniśmy nigdy poddawać się zastojowi, czy niedbałości, gdyż pamiętamy, że On patrzy na nas i pewnego dnia zdamy przed nim sprawę.

2. PASTORZY TO SZAFARZE OBJAWIENIA (4:1b-2)

Gdy wrócimy do pierwszych dwóch wierszy rozdziału, przekonamy się że Paweł posuwa się od określenia naszej ogólnej odpowiedzialności jako ‘sług’ Chrystusa, do obowiązku bardziej konkretnego, jako Jego ‘szafarzy’. Jesteśmy szafarzami tajemnic Bożych.

Boże ‘tajemnice’, to oczywiście sekrety objawione. Są to prawdy dotychczas ukryte, lecz obecnie objawione, prawdy znane jedynie przez objawienie. Te objawione prawdy odnoszą się do Chrystusa, zbawienia i włączenia Żydów i Pogan do ciała Chrystusowego na równych warunkach.

To apostołowie byli pierwotnymi szafarzami, czy powiernikami tych objawionych prawd, które obecnie zawarte są w Nowym Testamencie (por. 2:10). Współcześni pastorzy chrześcijańscy są również szafarzami Boskiego objawienia, aczkolwiek w znaczeniu drugorzędnym. Skoro Bóg powierzył nam Pismo, to mamy wyjaśniać je innym.

Przypomina nam to o trzech ważnych faktach. Po pierwsze – pastorzy to w gruncie rzeczy nauczyciele. Widzimy to czytając w trzecim rozdziale pierwszego listu do Tymoteusza listę dziesięciu warunków jakie musi spełnić ubiegający się o urząd prezbitera. Dziewięć z nich dotyczy moralności, czy nawyków towarzyskich (trzeźwy, umiarkowany, przyzwoity, gościnny, itd.). Tylko jeden warunek dotyczy kwalifikacji ‘zawodowych’, mianowicie didaktikos (wiersz 2), ‘dobry nauczyciel’. Po drugie – to czego nauczamy zostało nam powierzone w Pismach; nie do nas należy wynajdowanie, czy komponowanie naszego przesłania. Po trzecie, wymaga się od nas przede wszystkim, byśmy byli wierni: ‘A od szafarzy tego się właśnie wymaga, żeby każdy okazał się wierny (2). Jako wyznaczeni powiernicy otrzymaliśmy mandat zaufania, dlatego oczekuje się od nas wierności.

Niestety łatwo jest być niewiernym szafarzem, dlatego obawiam się, że wielu jest takich we współczesnym Kościele – odrzucają autorytet Słowa Bożego, zaniedbują studiowanie go, nie odnoszą go z odpowiednią wrażliwością do współczesnych realiów, manipulują nim, by zmienić znaczenie na takie jakie chcą, wybierają z niego to co lubią i odrzucają to, czego nie lubią, a nawet zaprzeczają jego oczywistemu znaczeniu i zamieniają je na swoje spekulacje i są rażąco nieposłuszni Słowu we własnym życiu.

Nic dziwnego, że w wielu miejscach Kościół marnieje! Postanówmy, że będziemy wierni, rozwiniemy nawyk zdyscyplinowanego studiowania, zarówno starożytnego Słowa, jak i współczesnego świata, by móc odnieść jedno do drugiego, by nigdy świadomie nie wypaczać, zniekształcać czy odmawiać posłuszeństwa jego nauczaniu.

Donald Coggan, były arcybiskup Canterbury napisał dwie książki o kaznodziejstwie. Oto cytat z jednej z nich. Pochodzi z rozdziału zatytułowanego ‘Kaznodzieja jako powiernik’:

Przed chrześcijańskim kaznodzieją stoi granica. Gdy wchodzi na kazalnicę, nie jest całkowicie wolnym człowiekiem. Bardzo dosłowny sposób można powiedzieć, że Wszechmocny postawił przed nim granicę, której nie powinien przekraczać. Nie dano mu wolności, by wynajdować, czy wybierać przesłanie, ono zostało mu powierzone, by je głosił, wyjaśniał i polecał swoim słuchaczom…


To wielka rzecz, poddać się wspaniałej władzy Ewangelii.

3. PASTORZY TO ŚMIECI TEGO ŚWIATA (4:8-13)

By zilustrować swoją tezę, apostoł używa w tym fragmencie trzech żywych metafor ze świata Grecko-Rzymskiego. Po pierwsze, zabiera nas do publicznego amfiteatru, w którym przestępcy walczą aż do śmierci. Po drugie, bierze nas do kuchni, w której zamiata się podłogę i szoruje garnki. Po trzecie, odwiedzamy miasto nawiedzone zarazą, w którym składa się kozły na ofiarę, by przebłagać bogów.

Najpierw więc przenosimy się do amfiteatru w dzień świąteczny. Bo wydaje mi się, że Bóg nas, apostołów oznaczył jako najpośledniejszych, jakby na śmierć skazanych (9a). Teatr pełen jest podekscytowanych tłumów. Przez cały dzień coś dzieje się na arenie. W końcu, jako gwóźdź programu rzuca się skazanych lwom na pożarcie, lub każe im się walczyć z gladiatorami. Tak opisuje Paweł siebie i współ-apostołów. Staliśmy się widowiskiem dla świata i aniołów, i ludzi (9), fragmentem kosmicznego teatru.

Paweł rozmyślnie przedstawia siebie jako przeciwieństwo zadowolonych z siebie, żyjących w poczuciu bezpieczeństwa chrześcijan korynckich. Cofnijmy się o jeden wers: Już jesteście nasyceni – pisze z wyraźną nutą sarkazmu – już wzbogaciliście się; bez nas staliście się królami. I obyście byli królami, abyśmy i my wespół z wami królowali (8). Dwukrotnie używa tu słowa już wyrażającego eschatologię dokonaną. ‘Ci wielce ubłogosławieni Koryntianie już znaleźli się w Królestwie Bożym, biorą udział w jego ucztach, cieszą się jego skarbami i tronami… Mają już swoje własne, prywatne milenium.’  Dla nich wszystko jest ‘już’; nie ma przeciwstawnego ‘jeszcze nie’. Już jedzą, piją i królują. Paweł chciałby wziąć udział w tej radości. Wie jednak, że ścieżka do chwały wiedzie przez cierpienie. Taką ścieżkę przechodził Jezus, taką mają iść Jego naśladowcy. Koryntianie zapomnieli o krzyżu. Jeśli więc stali się królami, to apostołowi są jak przestępcy skazani na śmierć.

Druga użyta przez Pawła metafora związana jest z kuchnią. Na końcu 13 wiersza używa dwóch niezwykłych słów o dość podobnym znaczeniu. Staliśmy się jak śmiecie tego świata, jak omieciny u wszystkich aż dotąd. Pierwsze słowo brzmi perikatarmata. Pochodzi od perikateirō – sprzątać gruntownie, wydaje się więc oznaczać śmieci pozostałe po zamiataniu podłogi. Drugie słowo brzmi peripsēma. Pochodzi od peripsaō – wytrzeć, wyszorować do czysta, wydaje się więc odnosić do brudu pozostałego po szorowaniu garnka. Oba słowa odnoszą się więc do ‘brudu, który trafia do zlewu lub do rynsztoka’.
W trzecim użytym przez Pawła obrazie przenosimy się do Greckiego miasta, dotkniętego jakąś katastrofą, zarazą. By zaspokoić domniemany gniew pogańskich bogów, wybiera się ze społeczności biedaków, wrzuca do morza i topi. Ludzi tych zwano mętami społecznymi, czy szumowinami. Tacy jesteśmy my – pisze Paweł (13).

Zgodzicie się ze mną, że są to niezwykłe stwierdzenia. Pomiędzy wierszem 10 a 13 Paweł wyjaśnia. Odnosi się do swojego cierpienia, które jest przeciwieństwem samozadowolenia Koryntian. Na końcu pierwszego rozdziału Paweł argumentował, że gdy zostali powołani przez Boga – byli słabi i głupi w sensie społecznym. Teraz duchowo odwraca tą sytuację. Myśmy głupi dla Chrystusa, a wyście rozumni w Chrystusie; myśmy słabi, a wyście mocni; wy jesteście szanowani, a my w pogardzie (10).

Następnie Paweł opisuje swoje cielesne niedostatki i prześladowania. Aż do tej chwili cierpimy głód i pragnienie, i jesteśmy nadzy, i policzkowani, i tułamy się (11). I trudzimy się pracą własnych rąk (12a). Paweł zna jednak nauczanie i przykład Jezusa, nie chce brać odwetu. Przeciwnie: spotwarzają nas, my błogosławimy; prześladują nas, my znosimy (12b), złorzeczą nam, my się modlimy (13b).

Wszystko to brzmi jak coś bardzo odległego od nas. Większość czytelników tej książki prawdopodobnie ma dobrą pracę, miły dom, pełną lodówkę i odpowiednie ubranie. Rzeczywiście, trudność, jaką napotykamy, gdy stosujemy ten tekst do nas samych może wskazywać, jak bardzo oddaliliśmy się od Nowego Testamentu. To prawda, w niektórych kulturach (zwł. hinduistycznej i muzułmańskiej) wzrasta problem prześladowania chrześcijan. Jednak większość z nas nie jest spotwarzana, prześladowana, nie złorzeczy się nam. Dziś, nawet w nie-chrześcijańskiej, pluralistycznej czy świeckiej kulturze, przynależność do stanu duchownego ciągle wiąże się z dużym szacunkiem, a nawet zaszczytami. W niektórych krajach udziela się duchownym ulg podatkowych, czy transportowych. Niektórzy katują nawet język angielski zwracając się do nas: ‘wielebny’!

Jednak nie jest tak wszędzie i nie powinniśmy przyjmować tego za pewnik. Myślę, że znów powinniśmy wysłuchać słów Jezusa: ‘Biada wam, gdy wszyscy ludzie dobrze o was mówić będą’ (Łk. 6:26). Strzeżcie się, błagam, pokusy, by być popularnym kaznodzieją! Wątpię w możliwość bycia równocześnie popularnym i wiernym. Albo sięgamy po popularność na koszt naszej wierności, albo jesteśmy zdecydowani na wierność, nawet za cenę popularności. Im mniej będziemy szli na kompromis, tym – bez wątpienia – bardziej będziemy cierpieć. Bo krzyż cały czas jest głupstwem dla jednych i kamieniem obrazy dla drugich. Co więc sprawia, że ewangelia wywołuje u ludzi taki opór?

Po pierwsze, ewangelia oferuję życie wieczne jako dar. My natomiast jesteśmy tak pysznymi istotami, że nie chcemy darów. Wolelibyśmy zrobić coś, by zarobić na zbawienie, a przynajmniej – by mieć w nim swój wkład. Gdy mówi nam się, że nie jesteśmy w stanie tego uczynić – jest to wprost nieznośnie upokarzające.

Po drugie, ewangelia głosi, że Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem. Jego wcielenie, zadośćuczynienie i zmartwychwstanie jest niezwykłe. Nikt inny tego nie potrafi. Lecz w obecnej erze wzrastającego pluralizmu kulturowego nasz nacisk na Jezusa jako wyjątkowego, ostatecznego i wyłącznego Zbawiciela głęboko obraża ludzi.

Po trzecie, ewangelia wymaga świętości, jako dowodu zbawienia. Gdyby tylko Jezus wyświadczył nam przysługę przez obniżenie swoich standardów moralnych! Lecz nie, On wzywa nas, byśmy poddali się Jego panowaniu.

Oto trzy kamienie obrazy – zbawienie jako dar, wyłączność Jezusa i etyka ewangelii. Oto różne aspekty kamienia obrazy, jakim jest krzyż.
Dietrich Bonhoeffer, to niemiecki pastor luterański, powieszony w kwietniu 1945 w obozie koncentracyjnym we Flossenbűrgu. Sam doświadczył cierpienia i pisał:

Cierpienie, to oznaka prawdziwego Chrześcijanina. Uczeń nie jest nad mistrza… Luter umieścił cierpienie pośród znaków prawdziwego kościoła, a jedno z memorandów przygotowanych na Konwencję Augsburską definiowało kościół podobnie, jako społeczność tych ‘którzy są prześladowani i zabijani ze względu na ewangelię’… Uczniostwo to lojalność wobec Chrystusa cierpiącego, nie powinno więc nas w ogóle zaskakiwać, że chrześcijanie są powołani by cierpieć…

4. PASTORZY TO OJCOWIE RODZINY ZBOROWEJ (4:14-21)

Po fali krytyki w wierszach 8-13, Paweł chce zapewnić Koryntian co do swojej motywacji. Skutkiem jego słów może być poniżenie, lecz nie taki był jego cel. Uznał za ważne, by to podkreślić, gdyż ‘Korynt był miastem, w który publiczne chlubienie i auto-promocja stała się rodzajem sztuki. Koryntianie … żyli w kulturze opartej na przeciwstawieństwach czci i wstydu, gdzie publiczne uznanie liczyło się bardziej niż fakty, gdzie najgorsza rzecz jaka mogła się przydarzyć to publiczne zszarganie reputacji.’  Paweł zapewnia: Piszę to, nie aby was zawstydzić, lecz aby was napomnieć, jako moje dzieci umiłowane (14). W rzeczy samej, jego stosunek do Koryntian jest określony przez fakt, że jest on ich ojcem, a nie stróżem, czy opiekunem. Bo choćbyście mieli dziesięć tysięcy nauczycieli (opiekunów – paidagōgoi) w Chrystusie, to jednak ojców macie niewielu (15a). Paidagōgos nie oznacza nauczyciela, jak sugerowałaby spolonizowana forma ‘pedagog’. Paidagōgos to niewolnik, którego zadaniem była opieka nad chłopcem w wieku dziecięcym. Był odpowiedzialny za ubiór, jedzenie, sposób mówienia, maniery, odprowadzał także chłopca do szkoły. Zajmował się dyscypliną, miał prawo stosować kary cielesne, dlatego na w starożytności często przedstawiany jest z rózgą w dłoni (zob. w. 21). ‘Motywacją pedagoga była albo chęć zarobku w związku z wykonywaną pracą, albo niewolnicze posłuszeństwo nakazom pana – a nie miłość do dziecka’.

Stwierdzenie Pawła o duchowym ojcostwie wprawia na pierwszy rzut oka w zakłopotanie. Jezus powiedział nam, byśmy nikogo na ziemi nie nazywali naszym ojcem, gdyż mamy Ojca w niebie (Mt. 23:9). Oczywiście, wszyscy mamy ziemskich ojców, lecz Jezus odnosił się do ojców w Kościele. Czy Paweł zaprzecza Jezusowi? Nie. Jezus mówił nam, byśmy nie poddawali się jako dzieci przywódcom w Kościele, i byśmy w naszej służbie nie oczekiwali, że ktoś to uczyni wobec nas, że wejdzie w relację zależności, jaka jest pomiędzy dziećmi a ich rodzicami. Naśladowcy Jezusa mają wzrastać w zdrowej niezależności i współzależności. Innymi słowy, Jezus zabrania nam poddawania się ojcowskiemu autorytetowi innych ludzi; Paweł w przeciwieństwie odnosi się do uczuć, jakie żywi ojciec wobec swych dzieci. Co więcej, w pierwszym liście do Tesaloniczan 2:7 porównuje się do matki opiekującej się dziećmi. Oto piękny obraz miłości, poświęcenia i łagodności.

Paweł może powiedzieć: wszak ja was zrodziłem przez ewangelię w Chrystusie Jezusie (15b), bo poprowadził ich do wiary w Chrystusa. Kochał ich ojcowską miłością, dlatego ma prawo wezwać: Proszę was tedy, bądźcie naśladowcami moimi (16), a więc ‘udowodnijcie swoje pochodzenie przez to, jak się zachowujecie.’  Następnie dodaje kolejny znak swojej miłości do nich – posyła Tymoteusza. Tymoteusz jest jego synem, tak jak oni, a Paweł może zaświadczyć o jego chrześcijańskiej miłości i wierności. Między innymi jest on wiernym nauczycielem. Paweł jest co do tego przekonany. Dlatego posłałem do was Tymoteusza, który jest moim umiłowanym i wiernym synem w Panu; ten wam przypomni postępowanie moje w Chrystusie, którego nauczam wszędzie, w każdym zborze (17). Nauczanie apostoła było konsekwentne. Nie traktował Koryntian w szczególny sposób, ani nie uczył ich czegoś innego niż wszędzie, nie powinni więc tego oczekiwać.

Musimy dobrze zrozumieć ten nacisk na miłość rodzicielską i jej cechy. W Kościele cały czas jest miejsce na dyscyplinę, jak wyjaśni to następny rozdział listu, gdzie mowa jest o sprawie grzechu kazirodztwa. Powinna jednak być ona stosowana zbiorowo. Paweł ma nadzieję, że w Koryncie nie będzie to konieczne. A niektórzy wzbili się w pychę, ‘napuszyli się zarozumiałością’, jakby Paweł miał do nich nie przyjść (18). Lecz on, jeśli Bóg pozwoli, zamierza przyjść szybko, a wtedy zapozna się nie ze słowem pysznych, lecz z ich mocą (19), pozna, czy jest to moc w słabości. Albowiem Królestwo Boże zasadza się nie na słowie, lecz na mocy (20).

Co więc jest prawdziwą cechą przywódców chrześcijańskich? Nie surowość, lecz łagodność. My być miłującymi ojcami i matkami dla rodziny zborowej, a nie surowymi stróżami. Paweł mógł zdecydować by odwiedzić Korynt i w apostolskim autorytecie skarcić pysznych. Jednak wybiera, by tego nie czynić. Lub raczej pozostawia wybór im. Kończy te rozdziały pytaniem do Koryntian: Czego chcecie? Czy mam przyjść do was z rózgą, czy też z miłością i w duchu łagodności? (21). Pozostawia pytanie bez odpowiedzi. To zależy od nich.

 
 


Licznik

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj123
mod_vvisit_counterWczoraj303
mod_vvisit_counterTydzień2443
mod_vvisit_counterMiesiąc8909
mod_vvisit_counterRazem242826

Gości online: 11

jezus_banner

Droga Zbawienia