|
Marian Biernacki
Jakiś czas temu jeden z czołowych polityków wypowiedział się o drugim polityku, że ten inteligencji musiał się uczyć, a on ma ją z urodzenia… Będzie dla nas lepiej nie dociekać, czy ów polityk słusznie tak dobrze myśli o sobie. Prawdą jednak jest, że już z samego faktu narodzenia sporo dla nas wynika.
Narodowość i rodzicie przesądzają o tym, co mamy w genach. Miejsce i czas narodzenia określają szanse rozwojowe i ukształtowanie charakteru. W większości przypadków, w praktyce właśnie to przesądza o przyszłości i jakości życia.
Ta myśl ma kapitalne znaczenie w odniesieniu do sfery duchowej. Wszystko zaczyna się tu od nowego narodzenia! "Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest" [Jn 3,6]. W rozmowie z Nikodemem Pan dobitnie podkreślił potrzebę i konieczność nowego narodzenia. Również apostołowie wskazywali na znaczenie bycia nowym stworzeniem. "Albowiem ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz nowe stworzenie" [Ga 6,15]. Fakt zrodzenia z Boga przesądza o wszystkim.
W tym rozważaniu zastanowimy się, co dla nas wynika z faktu, że zostaliśmy zrodzeni z Boga? Co mamy z urodzenia?
Życie wieczne
Po pierwsze, zrodzeni z Boga, mamy żywot wieczny. Podczas jednej z podróży, towarzyszący mi pastor z Czech chciał kupić swojej córeczce lalkę. Już dawno nie byłem w sklepie z lalkami i zostałem bardzo zaskoczony postępem w tej branży. Setki lalek z coraz to większą ilością funkcji życiowych. Nie tylko wyglądają jak żywe, ale też działają jak żywe! Naprawdę, robi to wrażenie.
Pomyślałem sobie, że tak jest z ludźmi religijnymi. Mają imię, że żyją, a jednak są martwi. Potrafią imitować zachowania żywych, mają wyuczone rozmaite funkcje życiowe, lecz nie mają w sobie prawdziwego życia – czyli żywota wiecznego.
Słowo Boże naucza, że ludzie bezbożni są duchowo martwi. "I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze" [Ef 2,1]. "Każdy, kto nienawidzi brata swego jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie ma w sobie żywota wiecznego" [1Jn 3,15]. Można próbować naśladować zachowania żyjących, ale to nic nie daje.
Chodzi o to, aby mieć żywot wieczny, aby go nosić w sobie! "Jak bowiem Ojciec ma żywot sam w sobie, tak dał i Synowi, by miał żywot sam w sobie" [Jn 5,26]. Syn Boży zaś przyniósł ten dar żywota wiecznego nam, którzy uwierzyliśmy w Niego. "Kto wierzy w Syna Bożego, ma świadectwo w sobie. Kto nie wierzy w Boga, uczynił go kłamcą, gdyż nie uwierzył świadectwu, które Bóg złożył o Synu swoim. A takie jest to świadectwo. że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego. Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota. To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny"[1Jn 5,10–13].
To życie wieczne, to, co religia próbuje imitować, prawdziwy chrześcijanin ma z urodzenia!!!
Można oczywiście próbować "doskonalić się" w podrabianiu życia. Jak w branży lalkowej dostawiać sobie coraz to nowe moduły funkcji życiowych. Poprzez kolejne konferencje, warsztaty, szkolenia – trenować zachowania żywych. Ale po co to komu? Czyżbyśmy chcieli bawić się w teatrzyk kukiełkowy?
Słowo Boże wskazuje właściwą drogę! Uwierz w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego! Zostaniesz zrodzony z Boga i będziesz miał żywot wieczny!
Jedność przez krew Chrystusową
Po drugie, zrodzeni z Boga, na zawsze zostajemy związani z Panem i ze sobą nawzajem, więzami krwi Chrystusowej.
Aż nadto mamy przykładów kruchości ludzkiej jedności. Każdego dnia słyszymy o nowych koalicjach, sojuszach, związkach, umowach. Ludzie przysięgają sobie wierność, podpisują zobowiązania, publicznie deklarują zgodę, a wciąż nie widać w tym prawdziwej jedności.
Z drugiej zaś strony, mamy zdumiewającą siłę więzów krwi! Krewniacy nieraz pokłócą się ze sobą, patrzeć na siebie nie mogą, ale jak przyjdzie co do czego, to stają obok siebie i razem trzymają sztamę. Tam gdzie najbardziej górnolotne zobowiązania nie wystarczają, więzy krwi rozwiązują problem bez żadnego wysiłku.
Obserwujemy wokół nas religijne próby budowania jedności między chrześcijanami. Ruch ekumeniczny, federacje, wspólnoty, alianse itd. – wszystko po to, aby na trwale związać ludzi ze sobą.
Tę jedność, to co świat próbuje sztucznie stworzyć – prawdziwi chrześcijanie mają z urodzenia! "Ale teraz wy, którzy niegdyś byliście dalecy, staliście się w Chrystusie Jezusie bliscy przez krew Chrystusową. Albowiem On jest pokojem naszym, On sprawił, że z dwojga jedność powstała, i zburzył w ciele swoim stojącą pośrodku przegrodę z muru nieprzyjaźni" [Ef 2,13–14].
Można próbować budować jedność ludzkimi metodami. Składać deklaracje, podpisywać układy, zawierać związki, rozwijać ruch ekumeniczny. Ale po co to komu? Potem, co najwyżej trzeba wciąż martwić się i jakoś podtrzymywać te ludzkie związki, podczas, gdy wszystko to i tak się po jakimś czasie rozpada.
Słowo Boże wskazuje właściwą drogę! Musicie się na nowo narodzić! Wtedy zaczynają działać więzy krwi, krwi Chrystusowej, ma się rozumieć! Wtedy następuje prawdziwa jedność pomiędzy wierzącymi! To, co inni próbują utworzyć na drodze wieloletnich wysiłków i zabiegów, my mamy z urodzenia!
Natura dzieci Bożych
Większość z nas zna bajkę o Czerwonym Kapturku. Jest tam wilk udający babcię. Wyobrażamy sobie, jaka to dla wilka niewygodna rola. Jaka to katorga dla wilczej natury, leżeć w łóżku z czepkiem na głowie i odzywać się po ludzku.
Codzienne życie wciąż dostarcza przykładów tego, że aby osiągnąć jakieś korzyści, ludzie potrafią zrobić z siebie małpę i zachowywać się zupełnie nadnaturalnie. Nie inaczej wyglądają ludzie udający chrześcijan. Tak, są tacy ludzie. W obrębie naszych zborów dość często mamy do czynienia z tak "bajeczną" inscenizacją. Ktoś stara się nie pić i nie palić. Powstrzymuje się od różnych zachowań, uśmiecha się, jak papuga powtarza za zborem "alleluja", a w środku ma coraz większe napięcie. Dlaczego? Bo jest to dla niego – niczym babcine łóżko dla wilka – sztuczna rola i nienaturalne środowisko.
Chodzi o to, aby mieć naturę dziecka Bożego! Tylko wtedy Dekalog staje się naturalnym zachowaniem człowieka! Uwaga! Nie mówimy tu tylko o grzechach widocznych na pierwszy rzut oka. Mamy na myśli także takie zachowania, których potocznie nie uznaje się za złe. O wszystkim przesądza tu fakt zrodzenia z Boga. W życiu prawdziwego dziecka Bożego grzech staje się "obcym ciałem". "Kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia, gdyż posiew Boży jest w nim, i nie może grzeszyć, gdyż z Boga się narodził. Po tym poznaje się dzieci Boże i dzieci diabelskie" [1Jn 3,9–10]. Grzech tak mocno uwiera w duszy odrodzonego człowieka, że nie może z nim żyć. Czym prędzej chce się od niego oddzielić, odwrócić i wyprać swoje szaty we krwi Baranka. Z drugiej strony, w duszy odrodzonego człowieka pojawia się prawdziwa miłość do Boga i bliźniego, bo Bóg jest miłością! "Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga" [1Jn 4,7].
Przyjaciele! Można próbować udawać chrześcijanina. Można podpatrywać, podsłuchiwać i małpować zachowania dzieci Bożych, ale po co to komu? I tak w pewnym momencie wylezie szydło z worka!
Słowo Boże wskazuje właściwą drogę! Odrodzenie, narodzenie z Ducha Świętego! Zrodzeni z Boga mamy naturę dzieci Bożych! Wtedy już niczego nie musimy udawać. To, co inni próbują naśladować, my mamy z urodzenia!
Potrzeba podobania się Bogu
Mam troje dzieci, dwie córki i syna. Gdy wyrastały, stanowiły dla nas interesujące pole rozlicznych obserwacji. Jedną z nich jest wyraźna różnica pomiędzy naturą płci żeńskiej i męskiej. Dziewczynka, zdecydowanie bardziej niż chłopiec, od urodzenia nosi w sobie chęć podobania się otoczeniu. Ledwie zacznie chodzić, a już rozgląda się za kolczykami, pierścionkami i innymi ozdobami. Gdy chłopak zaczyna się malować – to jest poważny problem, ale jak dziewczyna to robi – to świadczy o tym, że postępuje zgodnie ze swoją naturą. Oczywiście, wszyscy, i kobiety, i mężczyźni, chcemy się podobać na swój sposób, jednak natura kobieca jest pod tym względem bardziej wyrazista.
Jak świat światem, ludzie podejmują religijne próby przypodobania się Bogu. Błądzą w tym bardzo, bowiem nie mając natury dzieci Bożych zupełnie nie wiedzą jak to zrobić. Wszystko, co nie wypływa z prawdziwej wiary, nie może podobać się Bogu i jest chybieniem celu. "Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają" [Hbr 11,6].
Każdy zrodzony z Boga człowiek chce się Bogu podobać. Najdobitniej pokazał to Syn Boży, gdy chodził w ciele po ziemi. "A Ten, który mnie posłał, jest ze mną; nie zostawił mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się jemu podoba" [Jn 8,29]. Było to także przedmiotem uwagi w pracy duszpasterskiej apostołów Jezusa Chrystusa. "Dlatego i my od tego dnia, kiedy to usłyszeliśmy, nie przestajemy się za was modlić i prosić, abyście doszli do pełnego poznania woli jego we wszelkiej mądrości i duchowym zrozumieniu, abyście postępowali w sposób godny Pana ku zupełnemu jego upodobaniu" [Kol 1,9–10].
Bracia i Siostry! Można dbać o to, aby podobać się samemu sobie i robić tylko to, co się nam podoba. Ale cóż będziemy z tego mieli? "Biada tym, którzy we własnych oczach uchodzą za mądrych i we własnym mniemaniu za rozumnych!" [Iz 5,21]. Musimy zadbać o to, aby podobać się Bogu. Słowo Boże wskazuje właściwą drogę! Nowe narodzenie dające wewnętrzną potrzebę i zdolność podobania się Bogu. W ten sposób to, co inni – bez szans na powodzenie – próbują osiągnąć po swojemu, my mamy z urodzenia!
Kreatywność
Cechą czasów współczesnych jest narastająca konsumpcja. Ludzie stają się coraz mniej twórczy, leniwi, coraz więcej oczekujący od innych. Nie obowiązki, a prawa przyciągają uwagę przeciętnego obywatela świata. Diabeł nakręca sprężynę konsumpcji.
Naturą Boga jest natomiast tworzenie! Bóg wciąż działa i tworzy nowe rzeczy! "Mój Ojciec aż dotąd działa i Ja działam" [Jn 5,17]. "Oto Ja czynię rzecz nową: Już się rozwija, czy tego nie spostrzegacie? Tak, przygotowuję na pustyni drogę, rzeki na pustkowiu" [Iz 43,19]. "Oto nie drzemie ani nie zasypia stróż Izraela" [Ps 121,4].
Tym charakteryzują się też prawdziwe dzieci Boże. Noszą w sobie potrzebę tworzenia, rozwoju, doskonalenia, poszerzania granic itd. Nie zadawalają się bierną konsumpcją. Są pełni inwencji i nowych pomysłów, a wszystko to dedykują Bogu starając się przynosić Mu coraz więcej chwały.
Kochani! Można zając się tylko konsumowaniem twórczości innych, można podszywać się pod kreatywność innych i co najwyżej dopuszczać się plagiatu. Ale co będziemy mieli z tego? Rozczarowanie i naganę: "Sługo zły i leniwy!..." [Mt 25,26].
Słowo Boże wskazuje właściwą drogę! Zrodzenie z Boga, które czyni nas twórcami, wręcz swego rodzaju artystami! To, co w innych trzeba z takim trudem budzić i rozwijać, my mamy z urodzenia.
Szacunek i respekt dla zwierzchności
Oznaką braku narodzenia na nowo jest m.in. pogardzanie zwierzchnością. "Umie Pan wyrwać pobożnych z pokuszenia, bezbożnych zaś zachować na dzień sądu celem ukarania, szczególnie zaś tych, którzy oddają się niecnym pożądliwościom cielesnym, a zwierzchnością pogardzają" [2Pt 2,9–10]. Zobacz też Judy 1,8.
Kto narodził się z Boga, zna Boga i wie, że On jest godzien najwyższego respektu i szacunku. Nie można znać Boga i jednocześnie mieć lekceważący stosunek do władzy. Respekt dla Boga przenosi się bowiem na relacje międzyludzkie, na respekt i szacunek dla rodziców, na uległość wobec władzy zwierzchniej itd. Łatwo można po tym rozpoznać ludzi narodzonych z Boga.
Niestety, mamy dziś w zborach coraz więcej ludzi, którzy nie mają żadnego wyczucia i nie trzymają się zakreślonej dla nich granicy. Są oni jak demony, czyli aniołowie, którzy nie zachowali zakreślonego dla nich okręgu, lecz opuścili własne mieszkanie [Judy 1,6]. Są to ludzie, którzy nie uznają żadnych świętości i żadnych autorytetów. Ludzie, którzy chlubią się swoją arogancją, a na dodatek, wciągają w nią innych. Prawdziwe dziecko Boże charakteryzuje się wielkim respektem i szacunkiem dla Boga i dla wszelkiej zwierzchności. "Każdy człowiek niech się poddaje władzom zwierzchnim; bo nie ma władzy, jak tylko od Boga, a te, które są, przez Boga są ustanowione. Przeto kto się przeciwstawia władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu; a ci, którzy się przeciwstawiają, sami na siebie potępienie ściągają" [Rz 13,1-7].
Przyjaciele! Można popisywać się lekceważącym stosunkiem do władzy. Można mówić "na ty" policjantowi, nauczycielowi, własnemu ojcu i matce. Można lekceważyć pastora i śmiać się mu w oczy. Ale co będziemy mieli z tego? Co najwyżej wywołamy w ludziach jakieś dziwne odczucie, że oto właśnie spotkali się z jakimś typem demona, który nie potrafi, albo nie chce, wyczuć granicy…
Słowo Boże wskazuje właściwą drogę! Nowe narodzenie i poznanie Boga, co owocuje piękną i szlachetną postawą szacunku i respektu dla wszelkiej władzy zwierzchniej. W ten sposób, to czego innych trzeba uczyć i co nabywają na drodze licznych i bolesnych przykrości – my mamy z urodzenia!
Zwycięstwo
Na koniec jeszcze jeden plus nowego narodzenia. Zwycięstwo. Ludzie każdego dnia o coś walczą i w końcu przegrywają. Są skazani na ostateczną klęskę, bo ich władca jest pokonany i skazany na potępienie. Choćby nie wiem jak się wytężyli i tak przegrają. Zupełnie inaczej ma się sprawa z tymi, którzy narodzili się z Boga. "Bo wszystko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat, a zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza" [1Jn 5,4]. My mamy zwycięstwo zapisane w duchowych genach! Jeśli jesteśmy zrodzeni z Boga – to już nie grozi nam klęska. Dzięki Panu Jezusowi Chrystusowi jesteśmy urodzonymi zwycięzcami!
Szczęście dobrego urodzenia!
Jak wynika z naszych rozważań, czynnikiem przesądzającym o dobrym, spełnionym i szczęśliwym życiu jest dobre urodzenie. W obrębie doczesności takie szczęście mają osoby urodzone z naturalnym talentem [np. muzycznym], urodzone w bogatych domach, w czasach pokoju itd. Tacy szczęśliwcy bardzo wiele mają z urodzenia. Podczas gdy inni mozolnie zdobywają, uczą się, trenują, ćwiczą, ciułają – oni mają to jakby podane na talerzu, z samego faktu urodzenia.
Tę ilustrację zastosowaliśmy dziś do sfery duchowej. Teoretycznie rzecz biorąc, chrześcijanin koncentruje się na wartościach, które liczą się w Królestwie Bożym! Dąży do pojednania z Bogiem. Chce osiągnąć wewnętrzny pokój duszy i poczucie spełnienia w życiu. Chce mieć pewność zbawienia. Większość ludzi próbuje to osiągać ludzkimi sposobami. Mamy więc całe systemy religijne stawiające sobie za cel przypodobanie się Bogu i osiągnięcie żywota wiecznego. Taki trud jest jednak bez sensu, bo człowiek o własnych siłach nigdy sam się nie zbawi.
Dla wszystkich zmęczonych tym religijnym mozołem mam dobrą nowinę! Wystarczy narodzić się na nowo! Wystarczy z całego serca uwierzyć w Jezusa Chrystusa! Każdy bowiem, kto z Boga się narodził – wszystkie te upragnione wartości ma z urodzenia!
Jeżeli narodziłeś się na nowo, nie daj się wciągnąć w religijny kierat zdobywania zasług poprzez dobre uczynki. Zaufaj Bogu i ciesz się życiem. To, na co inni starają się zasłużyć – Ty masz z urodzenia! Alleluja! To jest naprawdę błogosławione odkrycie!
Jeżeli zaś to zwiastowanie zastaje cię w pośrodku religijnego mozołu zasługiwania sobie na zbawienie – posłuchaj! To za czym tęsknisz, możesz mieć z urodzenia! Oderwij się od tego bezsensownego trudu i spojrzyj na Jezusa! On zapłacił całą cenę ze zbawienie człowieka. Uwierz w Niego i poproś Go o dar zbawienia. Zostaniesz zrodzony z góry i staniesz się dzieckiem Bożym.
Kiedyś apostoł Paweł miał być ubiczowany. Uratował go fakt, że był obywatelem rzymskim. Na koniec tego incydentu rzymski setnik z podziwem zwrócił się do Pawła: "Ja za dużą sumę obywatelstwo to nabyłem. Paweł zaś rzekł: A ja posiadam je od urodzenia" [Dz 22,28].
Nie inaczej jest z nami, jeżeli narodziliśmy się z Boga. Tak jak św. Paweł owemu dowódcy, tak my całemu światu możemy powiedzieć: To, czego ludzie tak pragną i co próbują pozyskać na drodze wielu wysiłków, my wcale nie musimy wypracowywać! Mamy to z urodzenia! Bogu niech będą dzięki za niewysłowiony dar Jego!
(Lipiec 2006)
|