Masz to z chodzenia w światłości! (kazanie) PDF Drukuj Email
Zasoby > Życie wiarą

masz_to_z_chodzenia_w_swiatlosciMarian Biernacki

"Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą…" [1Jn 1,7].

Dlaczego dobre relacje między ludźmi są tak kruche? Jak utrzymywać właściwe kontakty pomiędzy członkami zboru? Dlaczego bywamy tacy chwiejni w postawach i tak łatwo się obrażamy? Skądże spory i skąd walki między nami? Dlaczego ludzie, których darzyliśmy sympatią i przyjaźnią, przeobrażają się w zaciekłych wrogów?


Z woli Pana jednym z podstawowych wyróżników pozwalających rozpoznać   w tym świecie prawdziwych chrześcijan jest ich wzajemna miłość. "Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie" [Jn 13,35]. Pierwsi chrześcijanie "trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach" [Dz 2,42]. "Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne, i sprzedawali posiadłości i mienie, i rozdzielali je wszystkim, jak komu było potrzeba. Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca, chwaląc Boga i ciesząc się przychylnością całego ludu" [Dz 2,44-47].

Jak widać, ta wspólnota wierzących obejmowała nie tylko uczestnictwo w zgromadzeniach i serdeczne nastawienie do siebie nawzajem. Ona rozciągała się na inne obszary życia i obejmowała nawet sferę materialną. "A u tych wszystkich wierzących było jedno serce i jedna dusza i nikt z nich nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne" [Dz 4,32].

Co stanowiło tajemnicę tak dobrych relacji międzyludzkich w pierwszym zborze? Co we wszystkich następnych wiekach przesądzało i co do dziś decyduje o tym, że w jednym zborze panują wspaniałe relacje, a w drugim ludzie wciąż się obmawiają i kłócą?

Zacytowany na wstępie fragment Słowa Bożego w prosty sposób daje odpowiedź na powyższe pytania. "Jeśli zaś w świetle chodzilibyśmy, jak on jest w świetle, wspólnotę mamy ze sobą nawzajem…" [wg gr.-pol. NT].
Wszystko zależy od tego, czy chodzimy w ciemności, czy w światłości.

Pomyślmy przez chwilę, co dzieje się z nami, gdy jest ciemno?

Przede wszystkim w ogóle nie widzimy otaczającej nas rzeczywistości lub widzimy ją niedostatecznie wyraźnie. Nie wiemy, co jest, a czego nie ma? Możemy myśleć, że coś jest, a tego faktycznie nie ma i odwrotnie, możemy sądzić, że czegoś nie ma, a to jednak jest!

Nie mamy także właściwej orientacji. Nie odróżniamy tego co piękne i szlachetne od tego co brzydkie i pospolite.  W ciemności kwiaty i śmieci wyglądają tak samo. Gdy jest ciemno, mamy trudności z właściwą oceną pozycji i intencji drugiego człowieka. Widzę to w zachowaniu kierowców na drodze, gdy zapada zmrok. Wielu nie ma orientacji, jak daleko jest pojazd nadjeżdżający z naprzeciwka. Albo więc spowalniają jazdę innych, albo też narażają ich na niebezpieczeństwo, rozpoczynając w niestosownym momencie manewr wyprzedzania.

Gdy jest ciemno, często się też potykamy o coś, co było dla nas niewidoczne, robiąc sobie i innym krzywdę. Często też zwalniamy lub całkowicie przestajemy działać.

To wszystko ma swoje odniesienie do duchowej sfery życia. Światłość i ciemność to nie tylko dwie zasadniczo różne wielkości fizyczne, ale również dwie przeciwne sobie wartości duchowe, dwa całkowicie różne światy.

Światłość

Pismo Święte naucza, że światłość  to Syn Boży, Jezus Chrystus. "Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka przyszła na świat" [Jn 1,9]. Sam o sobie Jezus powiedział: "Ja jako światłość przyszedłem na świat, aby nie pozostał w ciemności nikt, kto wierzy we mnie" [Jn 12,46].

Światłość to także nowy styl życia człowieka narodzonego na nowo. "Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jako dzieci światłości…" [Ef 5,8]. "Wy wszyscy bowiem synami światłości jesteście i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności" [1Ts 5,5].

Wreszcie po trzecie, światłość to życiowa zasada ujawniania się, przyznawania się do błędów, zrywania z grzechem i wystawiania się na osąd Boga i innych ludzi. W Liście do Efezjan czytamy: "Dochodźcie tego, co jest miłe Panu i nie miejcie nic wspólnego z bezowocnymi uczynkami ciemności, ale je raczej karćcie, bo to nawet wstyd mówić, co się potajemnie wśród nich dzieje. Wszystko to zaś dzięki światłu wychodzi na jaw jako potępienia godne; wszystko bowiem, co się ujawnia, jest światłem" [Ef 5,10–13].

Ciemność

A ciemność?  Po pierwsze, w świetle Słowa Bożego możemy powiedzieć, że jest to zagrażająca nam moc przeciwna Bogu. "Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich" [Ef 6,11-12].

Jest to równocześnie duchowy stan  całego świata. "Bo oto ciemność okrywa ziemię i mrok narody, lecz nad tobą zabłyśnie Pan, a jego chwała ukaże się nad tobą" [Iz 60,2]. Stan, w jakim znajdują się ludzie bezbożni. "Droga bezbożnych jest jak ciemna noc; nie wiedzą, na czym mogą się potknąć" [Prz 4,19].

Ponadto, należy podkreślić, że ciemność to stan duchowy, w którym ludzie nieodrodzeni chcą przebywać i który bardziej miłują od światłości. "A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków. Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego dokonane są w Bogu" [Jn 3,19–21].

Chodzenie w ciemności

Gdy nie chodzimy w światłości, nie mamy właściwej społeczności z Panem, a to pociąga za sobą cały szereg duchowych skutków.

Po pierwsze, jak to wynika z przytoczonego powyżej fragmentu Słowa Bożego, nie chcemy i nie lubimy przebywać razem z synami dnia. Boimy się zdemaskowania naszego rzeczywistego stanu duchowego. "Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków". Mamy obawę, że  noszona w duszy ciemność zostanie w gronie ludzi duchowych nagle ujawniona. Chcąc uniknąć tej przykrości, stronimy od ludzi chodzących w światłości. Duszę pogrążoną w duchowym mroku zwyczajnie razi światło bijące od synów światłości i dlatego unika ona takich kontaktów.

Chodząc w ciemności, nie mamy też właściwej orientacji duchowej. Takie zagrożenia jak fałszywa nauka albo wpływ świata są duszy pogrążonej w mroku zupełnie niezrozumiałe. Tylko w światłości bowiem staje się jasne, na czym polega duchowe niebezpieczeństwo herezji, wchodzenia w interesy  z bezbożnikami czy też angażowania się w ruch ekumeniczny. Wezwanie: "Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami?" [2Ko 6,14-16] stanowi dla duszy chodzącej w ciemności co najwyżej jakiś objaw separatyzmu religijnego i nie bardzo jej wiadomo, czemu miałoby to służyć.

Brak właściwej orientacji duchowej skutkuje też złą oceną postępowania innych ludzi. Ktoś przychodzi do zboru ze złym zamiarem, a zostaje mile przyjęty. Wilk przebrany w owczą skórę powoli dobiera się do owiec, jedną po drugiej oddzielając od stada, a  ludzie myślą o nim, że to miły brat, który tak wspaniale potrafi się zająć ludźmi i zainteresować ich problemami. Istny diabeł przechadza się po zborze w postaci anioła światłości, i nikt go nie rozpoznaje, a gdy ktoś nawet rozpoznaje, to zostaje okrzyknięty krytykantem i oskarżycielem braci.

Gdzie nie ma ludzi chodzących w światłości,  tam nawet ktoś mający ducha wieszczego będzie mógł bez przeszkód całymi latami zabierać głos, wystarczy tylko, aby mówił poprawne rzeczy [zobacz: Dz 16,16-18]. Gdzie brakuje duchowego światła, tam nawet czarnoksiężnik  znajdzie swoje miejsce i pozycję w zborze [zobacz: Dz 8,20-23].

Gdy chodzimy w duchowej ciemności, mamy poważne problemy z właściwym patrzeniem na innych. Pan Jezus nauczał: "Światłem ciała jest oko. Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasne będzie. A jeśliby oko twoje było chore, całe ciało twoje będzie ciemne. Jeśli tedy światło, które jest w tobie, jest ciemnością, sama ciemność jakaż będzie!" [Mt 6,22-23]. Gdy w naszej duszy jest mroczno, to takie też myśli będą towarzyszyły naszemu patrzeniu na innych. Wszystko wtedy widzimy w krzywym świetle. Jesteśmy pełni uprzedzeń, zazdrości i zawiści. Gdy "światło", które jest w nas jest ciemnością, wtedy posądzamy i podejrzewamy innych o niestworzone rzeczy, we wszystkim widzimy jakieś drugie dno i wietrzymy jakiś podstęp.

Pozostając w stanie ciemności, stajemy się duchowo apatyczni i niechętni do jakiegokolwiek działania. Po co komu to potrzebne? Dlaczego mam się tak poświęcać? Niech inni też coś zrobią!

Człowiek żyjący w ciemności nie rwie się do pracy Pańskiej, nie ma też ochoty dopasowywać się i współpracować z innymi. Pan ostrzegał, że gdy przychodzi noc, działanie zamiera. "Musimy wykonywać dzieła tego, który mnie posłał, póki dzień jest; nadchodzi noc, gdy nikt nie będzie mógł działać. Póki jestem na świecie, jestem światłością świata" [Jn 9,4–5]. Utrata kontaktu z Panem oznacza noc w duszy i brak właściwego działania.

Chodzenie w światłości

Wracamy do tekstu zacytowanego na początku rozważania. "Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą…". Innymi słowy, gdy chodzimy w światłości – mamy społeczność z Bogiem, a co za tym idzie, mamy społeczność ze sobą, to znaczy w gronie osób chodzących w światłości.

Mamy społeczność ze sobą, bo po pierwsze, kochamy towarzystwo wierzących. Ba, wręcz za nim przepadamy! "Uradowałem się, gdy mi powiedziano: Do domu Pana pójdziemy!" [Ps 122,1]. "Rzekłem do Pana: Tyś Panem moim, Nie ma dla mnie dobra poza tobą. Do świętych zaś, którzy są na ziemi: To są szlachetni, w nich mam całe upodobanie" [Ps 16,2-3].

Przebywanie wśród ludzi wierzących, kochających Pana – to prawdziwa przyjemność dla syna światłości. Lgnie on do nich całym sercem i gdziekolwiek się znajdzie, szuka i znajduje społeczność z nimi. Nie dopasowuje  ich do siebie, nie mierzy ich swoją miarą i nie stawia im nie wiadomo jakich wymagań. Po prostu ma z nimi społeczność, ponieważ oni – tak jak i on – mają społeczność z Panem. Chodząc w światłości, po prostu miłujemy braci i siostry!

Po drugie, chodząc w światłości, mamy społeczność ze sobą, bo mamy należytą orientację duchową. Mając dar rozeznawania duchów, nie angażujemy się w społeczność pseudochrześcijańską, natomiast z całym zaangażowaniem włączamy się i wspieramy społeczność świętych. Chodzący w światłości na kilometr wyczuje drugiego chodzącego w światłości i ma z nim społeczność. Jednocześnie na kilometr wyczuje fałszywego brata i nie ma z nim społeczności! Inni się kimś zachwycają, a my wiemy, że to jest wilk w owczej skórze, że to zagrożenie dla zboru. Z kolei innego niektórzy przekreślają i odrzucają, a my – chodząc w światłości – wiemy, że to syn światłości i chcemy mieć z nim do czynienia.

Chodząc w światłości, mamy społeczność z sobą, bo jest dla nas jasne, że taka jest wola Pana, abyśmy trzymali się razem. Niektórym ludziom całymi latami tłumaczymy, że potrzebują żyć w bliskiej relacji ze zborem, a oni wciąż tego nie rozumieją i naszą naukę traktują jako zamach na ich wolność. Dlaczego? Najwidoczniej nie chodzą w światłości.

Tak jak ojcu czy matce miłe jest, gdy ich dzieci lubią się i trzymają się razem, tak też Niebiański Ojciec chce, aby jego dzieci były jedno. Taka jest po prostu wola Boża. "Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy. Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś" [Jn 17,21-23]. Jeśli chodzimy w światłości, jakże mogłoby być inaczej? Nie ma alternatywy. Społeczność mamy z sobą!

I wreszcie, chodząc w światłości, mamy społeczność z sobą, bo mamy nadzieję, że bliska więź z innymi wierzącymi pomoże nam dostrzec nasze błędy i ujawnić nasze słabości. Dzieci światłości nie chcą niczego kamuflować, aby uchodzić za lepszych, niż są w rzeczywistości. Wiedzą, że w towarzystwie ludzi zakłamanych proces ich uświęcenia zostanie zastopowany. Dążą więc do światłości, aby w świetle dnia lepiej widzieć, co trzeba zmienić i z czego jeszcze należy się upamiętać. Chodząc w światłości lgniemy do zboru jak  człowiek z bolącym zębem garnie się do dentysty!

Zakończenie

Bracia i Siostry! Ci, którzy chodzą w światłości, zawsze znajdą coś wspólnego z innymi, którzy chodzą w światłości, choćby nie wiem jak różnili się w sensie zewnętrznym! Profesor i uczeń, dziecko i starzec, dobrze sytuowany i biedak, dostojnik i sprzątaczka – wszyscy mają ze sobą prawdziwą społeczność. Łączy ich Chrystus – prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka!

Mamy dziś w Kościele rozmaite socjologiczne i psychologiczne metody budowania społeczności. Zachęca się nas, by budować więzi przez wspólne uprawienie sportu, przez podawanie kawy i herbaty, przez wspólne grille, pikniki, wyjazdy integracyjne, weekendy zborowe itd. Wszystko po to, aby ludzie zbliżyli się do siebie, aby nie byli tacy wyobcowani i samotni.

Ileż czasem trzeba się natrudzić, aby niektórych zatrzymać choć przez 10 minut po zakończeniu nabożeństwa. Jakież interesujące zajęcia dla dzieci i młodzieży trzeba zaoferować w zborze, aby niektórzy chcieli przyłączyć się do zboru i pozostać w nim na dłużej.

Liderzy dwoją się i troją, aby każdemu wyszukać jakąś bratnią duszę, włączyć w spotkania jakiejś grupy domowej, dać mu poczucie bycia potrzebnym w zborze.

A kiedy już to się uda, że dany człowiek podejmuje decyzję [najczęściej warunkowo], że przyłącza się do zboru, rozpoczynają się starania o  utrzymanie dobrych relacji. Bo przecież tak łatwo dochodzi do nieporozumień i niektórzy bardzo szybko gotowi są odejść od społeczności wierzących. Czasem wystarczy chwilowe zaniedbanie, brak pochwały, brak wyciągniętej w serdecznym geście dłoni. Czasem wystarczy po niedzielnej nieobecności brak telefonu z pytaniem o zdrowie – i już decyzja o odejściu od zboru leży na biurku.

Społeczność tak doceniana i podkreślana w słowach okazuje się tak mało ważna w praktyce. Tylko jeden tekst Słowa Bożego mi się w tej chwili przypomina: "Kto mówi, że jest w światłości, a brata swojego nienawidzi, w ciemności jest nadal. Kto miłuje brata swego, w światłości mieszka i nie ma w nim zgorszenia. Kto zaś nienawidzi brata swego, jest w ciemności i w ciemności chodzi, i nie wie, dokąd idzie, gdyż ciemność zaślepiła jego oczy" [1Jn 2,9-11].

Tu jest biblijne wyjaśnienie, dlaczego ludzie odchodzą od zboru! Mdli mnie, gdy słyszę jak niektórzy wyjaśniają, że się modlą, aby Duch Święty im powiedział, czy mają pozostać w zborze, czy pójść gdzieś indziej. Kto mieszka w światłości nie ma w nim zgorszenia! Wierzcie mi, zazwyczaj problem nie leży po stronie zboru. Tkwi w ich sercu. Dopuścili do swojej duszy jakiś rodzaj ciemności, albo nigdy wcześniej nie stali się synami światłości. Po prostu mogło dojść do przyłączenia się do zboru z powodów innych niż duchowe. Zalegająca w duszy ciemność w końcu dała o sobie znać i zaślepiła ich oczy.

Oby tylko zaczęli chodzić w światłości! Wtedy zbór ponownie stanie się dla nich miejscem miłym i pożądanym! Znowu bracia i siostry będą cudowni, bo to przecież wciąż te same osoby! Kazania będą znowu budujące i pokrzepiające! Śpiew podczas nabożeństw znowu będzie wspaniały i pastor będzie "w porzo", bo to przecież wciąż ten sam człowiek, ba, teraz nawet jest bardziej doświadczony, niż był kilka lat temu!

Tak. To jest sedno sprawy. Wszystko się zmienia, gdy stajemy się synami światłości!

Przyjaciele! Można trudzić się i budować relacje w zborze na drodze zabiegów socjologiczno-psychologicznych. Można doskonalić się w nowoczesnych formach przywództwa i tak zabiegać o ludzi, aby w wyniku tego niemal wszyscy czuli się tak dowartościowani i potrzebni, że niezależnie od stanu duchowego nikomu do głowy by nie przyszło, aby odchodzić od zboru.

Można postarać się o tak interesujący i atrakcyjny program tygodniowego życia  zboru, że ludzie będą chcieli do zboru należeć.

Taką drogą poszło już wielu przywódców chrześcijańskich. Szkolą się, uczą się przywództwa od świeckich liderów, dociekają, jakie potrzeby psychologiczne i emocjonalne ma współczesny człowiek i  pod te potrzeby przygotowują ofertę zboru. Bóg wie, czy to jeszcze Kościół, czy to już ludzka organizacja…

Na koniec mam dla wszystkich chodzących w światłości Dobrą Nowinę!

To, co inni z takim trudem wypracowują i z takim drżeniem serca starają się zachować, prawdziwe dzieci Boże mają z chodzenia w światłości!!! "Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą…". Cieszmy się tym, co mamy i korzystajmy z tego!

(Sierpień 2006)

 
 


Licznik

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj97
mod_vvisit_counterWczoraj312
mod_vvisit_counterTydzień2209
mod_vvisit_counterMiesiąc8909
mod_vvisit_counterRazem247018

Gości online: 10

jezus_banner

Droga Zbawienia