|
F.F. Bruce
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w sobie” (Jan. 6:53). Te słowa były pierwszymi z trudnych stwierdzeń Jezusa: Jan pisze, że „wielu (...) spośród uczniów jego, usłyszawszy to, mówiło: Twarda to mowa, któż jej słuchać może?” (Jan. 6:60).
To pozwala nam sądzić, że słuchaczom nie tylko trudno było tę mowę zrozumieć, lecz obawiali się, że jeśli pojmą jej znaczenie, okaże się dla nich nie do przyjęcia. New English Bible wyraża inny niuans, tłumacząc: „To znacznie więcej, niż możemy strawić! Po co słuchać takiej mowy?” Najwidoczniej uważali ją za brednie, a słuchanie Jezusa za stratę czasu; jednakże Jan prawdopodobnie ma tu na myśli coś innego.
Nakarmienie pięciu tysięcy to jedno z niewielu wydarzeń w działalności Jezusa wspomniane przez wszystkich czterech ewangelistów. Opis zawarty w Mar. 6:31-52 (wraz z dalszą częścią, w której Jezus przychodzi do uczniów po wodzie) znajduje swoje odbicie w Mat. 14:13-33 oraz (już bez chodzenia po wodzie) w Łuk. 9:10-17. Jan opisuje tę historię niezależnie (wraz z chodzeniem po wodzie) w Jan. 6:1-21.
Czytając opis zawarty w Ewangeliach synoptycznych odnosimy wrażenie, że nakarmienie wielkiej rzeszy było czymś więcej, niż dostrzegał ówczesny obserwator lub współczesny czytelnik. Szczególnie Marek daje wyraźnie do zrozumienia, że cud ten miał stanowić dla uczniów lekcję, której jednak ku zdumieniu Jezusa nie zdołali sobie przyswoić. Gdy potem w drodze powrotnej przez Jezioro Galilejskie przyszedł po wodzie do ich łodzi, a silny przeciwny wiatr, który nie pozwalał im posuwać się naprzód, nagle ustał – wówczas, pisze Marek, „byli wstrząśnięci do głębi, nie rozumieli bowiem cudu z chlebami, gdyż serce ich było nieczułe” (Mar. 6:51-52). „Ich serce było nieczułe” oznacza, że „ich umysły były zamknięte,” lub jak ujmuje to NEB, byli zbyt ograniczeni, by pojąć znaczenie tej lekcji, która ewidentnie wiązała się z osobą ich Mistrza.
Jednakże Jan wydobywa i szczegółowo opisuje głębsze znaczenie, które ukrywa się pod powierzchnią synoptycznego opisu. Umieszcza je w przemówieniu Jezusa wygłoszonym wkrótce potem w synagodze w Kafarnaum, którego tematem jest chleb życia. Istnieją przypuszczenia, że w ten sabat jedna z lekcji Pisma pochodziła z II Mojż. 16:13-36 lub IV Mojż. 11:4-9, gdyż fragmenty te mówią o mannie – chlebie z nieba, którym karmił się lud izraelski podczas tułaczki po pustyni. W każdym razie jest to temat, który rozpoczyna mowę Jezusa.
Manna, którą jedli wasi ojcowie na pustyni, zwraca się Jezus do swoich słuchaczy, nie była pokarmem niosącym nieśmiertelność: ci, którzy ją spożywali, prędzej czy później pomarli. Podobnie chleb, którym Jezus dopiero co nakarmił kilkutysięczną rzeszę, był tylko materialnym chlebem. Tłumy chciały obrać go swym przywódcą, ponieważ dał im ten chleb; on jednak przyszedł, aby przynieść chleb lepszy od tego, który właśnie jedli. Tak jak zaproponował Samarytance wodę znacznie lepszą niż tę ze studni Jakuba: wodę, która gasi wieczne pragnienie, podobnie teraz pragnie udzielić Galilejczykom lepszego chleba niż ten, którym nakarmił pięć tysięcy ludzi, lepszego nawet niż manna, którą jedli ich ojcowie; ofiaruje im „pokarm, który trwa, (...) pokarm żywota wiecznego.” Mannę można było nazywać chlebem z nieba czy nawet chlebem od Boga, lecz prawdziwy chleb to „ten, który z nieba zstępuje i daje światu żywot” (Jan. 6:27-34). Co więcej, Bóg tylko jednej osobie powierzył rozdzielenie tego życiodajnego chleba: Synowi Człowieczemu, Jezusowi. Póki co wszystko rozwija się wspaniale: tak jak Samarytanka usłyszawszy o wodzie życia wykrzyknęła: „Panie, daj mi tej wody, abym nie pragnęła,” również współcześni słuchacze Jezusa proszą: „Panie! Dawaj nam zawsze tego chleba!”
To jednak stanowi dopiero przygotowanie pola pod kolejny etap lekcji. Jezus nie tylko daje chleb życia; on sam jest tym chlebem. Prawdziwe życie wieczne można osiągnąć tylko w nim: „kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie” (Jan. 6:35). Ci, którzy do niego przychodzą, doświadczą nie tylko trwałego odświeżenia i zaspokojenia głodu oraz pragnienia swoich dusz; nigdy też nie umrą. „Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, żyć będzie na wieki; a chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata” (Jan. 6:51).
Tu właśnie lekcja staje się naprawdę trudna. Każdy, kto ma przywilej czytać te słowa w kontekście całej Ewangelii Jana, wie, co oznaczają. Wierzyć w Chrystusa to coś więcej niż tylko ufać w prawdę jego słów – to doświadczyć jedności z nim poprzez wiarę, uczestniczyć w jego życiu. Słowa Jezusa o złożeniu swojego ciała za życie świata są w pewnym stopniu odzwierciedlone w Mar. 10:45, gdzie ewangelista mówi, że Syn Człowieczy przyszedł, aby „oddać swe życie na okup za wielu.” W języku, którym posługiwał się Jezus, słowa „moje ciało” mogły również znaczyć „ja sam”: on sam jest zatem chlebem oddanym za życie świata. Jednak stwierdzenie zawarte w Mar. 10:45 nie wspomina o Synu Człowieczym jako pokarmie dla „wielu”; to dodatkowy zwrot, który zgromadzonych w synagodze wprawia w tak wielkie zdumienie.
W ustach ludzi, którzy tracą grunt pod nogami, pytanie: „Jakże Ten może dać nam swoje ciało do jedzenia?” (Jan. 6:52) brzmi całkiem naturalnie. Jan również tutaj, podobnie jak w wielu innych miejscach, opisując rozmowy oraz przemówienia Jezusa cytuje słowa o znaczeniu duchowym, by ukazać, że reakcja słuchaczy świadczy o zupełnym niezrozumieniu tego znaczenia; Jezus zatem ma okazję powtórzyć swoje stwierdzenie w pełniejszy sposób. Widząc konsternację zgromadzenia, mówi: „Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim” (Jan. 6:54-56).
Co mógł mieć na myśli? Bez wątpienia nie należy jego słów traktować dosłownie: nie zachęcał przecież do kanibalizmu. Jak wobec tego powinniśmy je rozumieć? Stwierdzenie Jezusa jest nie tylko niejasne – myśleli jego słuchacze – jest wręcz obraźliwe! Dla Żydów picie krwi czy nawet spożywanie mięsa, z którego nie spuszczono całej krwi, było surowo zakazane. Co dopiero picie ludzkiej krwi – o czymś równie okropnym nie wolno było nawet wspominać! To stwierdzenie było trudne pod wieloma względami.
Jezus odpowiadając na ich sprzeciw wskazuje, że słowa te należy rozumieć w duchowy sposób: „Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga” (Jan. 6:63). Fizyczne czy dosłowne znaczenie zostało wykluczone. Ale na czym polega duchowy sens tych słów?
Tu znów czytelnik Ewangelii Jana, widząc te słowa w kontekście całej działalności Jezusa, ma pewną przewagę nad pierwszymi słuchaczami, który nie mieli tak pomocnego punktu odniesienia. Dziwne stwierdzenie Jezusa to wspaniała metafora, która objawia, że udział w Bożym życiu, to jest życie wieczne, otrzymują ci, którzy przez wiarę przychodzą do Jezusa, przyjmują go i jednoczą się z nim. Posłuchajmy, co mówią o tym dwaj ojcowie kościoła: Augustyn z Hippo (koniec czwartego stulecia) oraz Bernard z Clairvaux (dwunasty wiek).
Tego trudnego stwierdzenia nie należy traktować dosłownie, powiada Augustyn, ponieważ wówczas wydaje się polecać zbrodnię lub odrażający czyn: „jest to zatem przenośnia, która każe nam uczestniczyć w mękach naszego Pana i w tajemnicy, lecz ku pożytkowi, pieczołowicie przechowywać w sercu fakt, iż jego ciało zostało dla nas ukrzyżowane i przebite.” W innym miejscu ujmuje tę kwestię w epigramie: Crede et manducasti, „Wierz, bowiem spożywasz.”
Bernard tłumaczy słowa „kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny” w następujący sposób: „Kto rozmyśla o mojej śmierci i za moim przykładem umartwia swoje cielesne członki, ma życie wieczne – innymi słowy: Jeśli tylko razem z nim cierpimy, także z nim uwielbieni będziemy.”
Naturalnie rodzi się pytanie: Jak te słowa Jezusa mają się do komunii, w której wierzący przyjmują chleb i wino jako znak ciała i krwi Pańskiej? Ponieważ Jan w przeciwieństwie do innych ewangelistów nie opisuje ustanowienia Komunii Świętej, można powiedzieć, że ten fragment stanowi odpowiednik zawartych w pozostałych ewangeliach opisów tego, co Jezus powiedział i uczynił w górnej izbie dając swoim uczniom chleb i kielich. W mowie opisanej w Jan. 6 Jezus nie czyni wyraźnego odniesienia do Komunii Świętej, lecz słowami wyraża tę samą prawdę, którą Komunia Święta wyraża czynem. Prawda ta został podsumowana w zaproszeniu skierowanym do uczestnika Komunii, zawartym w Księdze Powszechnej Modlitwy: „Bierz i jedz na pamiątkę śmierci Jezusa za ciebie i posilaj w nim swe serce przez wiarę z dziękczynieniem.” Posilać swoje serce w Chrystusie przez wiarę z dziękczynieniem oznacza „spożywać ciało Syna człowieczego i pić jego krew,” by w ten sposób dostąpić życia wiecznego.
Fragment ksiażki F.F. Bruce'a pt. "Trudne stwierdzenia Jezusa" wydanej przez Fundację Ewangeliczną.
Wykorzystano za zgodą wydawcy. |