Dlaczego tak hałaśliwie? PDF Drukuj Email
Zasoby > Aktualności
poniedziałek, 21 czerwca 2010 15:23
wuwuzeleMarian Biernacki

 

Wielu z nas irytuje uciążliwy hałas panujący na mundialowych stadionach RPA. Afrykańskie trąbki wuwuzele, brzmiące jak zwielokrotnione brzęczenie roju pszczół, mogą doprowadzić do frustracji. Jedna wuwuzela wydaje dźwięk o natężeniu 120 decybeli, czyli jest głośniejsza niż piła tarczowa.


Czyż jednak podobnej porcji decybeli nie serwujemy sobie podczas chrześcijańskich zgromadzeń? Skąd wziął się ten zwyczaj? Czy taka jest potrzeba naszych dusz umęczonych codzienną bieganiną? Czyżby taki  wzorzec zgiełkliwych nabożeństw pozostawili nam nasi poprzednicy w wierze? 

Nie. Moi ojcowie w wierze stali na straży godności chrześcijańskiego zgromadzenia. Pamiętam, jak swego czasu śp. pastor Sergiusz Waszkiewicz zwrócił się do jednej bardzo hałaśliwie modlącej się kobiety: "Siostro, podejdź do Boga bliżej, to nie będziesz musiała aż tak bardzo krzyczeć". Cóż tedy, bracia? Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem, inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ich wykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu [1Ko 14,26] ... a wszystko niech się odbywa godnie i w porządku [1Ko 14,33].

Nadmierny hałas jest szkodliwy. Coraz więcej mundialowych widzów skarży się na ból głowy i szmery w uszach. Hałas nie tylko negatywnie wpływa na zdrowie ale także utrudnia komunikację. Czytałem, że kapitan reprezentacji Argentyny, Javier Mascherano, użalał się, że z powodu dźwięku wuwuzeli w trakcie meczu z Nigerią nie mógł się porozumieć ze swymi kolegami. 

Są oczywiście takie miejsca, gdzie komunikacja interpersonalna wcale nie jest potrzebna, ale chrześcijańskie nabożeństwo w całości jest przecież wzajemną rozmową z Bogiem i ludźmi.

Pamiętam jak swego czasu w trakcie międzyzborowego nabożeństwa zostałem wraz z innymi pastorami wywołany do przodu, by osobom z rozmaitymi potrzebami posługiwać modlitwą. Zachodziła oczywista konieczność, by z każdą kolejną osobą ustalić przyczynę jej wyjścia do przodu i temat modlitwy. Niestety usługująca wówczas grupa muzyczna robiła tak wielki hałas, że moje zmysły odbierały jej ryczące głośniki jako przeszkodę, a nie jako wsparcie w tej modlitwie. Wzajemnie musieliśmy wydzierać się do siebie, a i tak nie za bardzo było wiadomo, o co chodzi. Byłem wewnętrznie zdruzgotany. W rezultacie tamtego doświadczenia postanowiłem sobie, że już nigdy nie dam się wmanewrować w coś takiego. 

Było i jest dla mnie zrozumiałe, że wrzaskliwa muzyka, nieprzewidziany hałas i ogólne zakłócenie porządku mogą się przytrafić w trakcie ewangelizacji, gdzieś w miejscach ogólnodostępnych. Duchowi przeciwnicy chętnie korzystają z tej formy sprzeciwu. Tak np. protestowano przeciwko ewangelii zwiastowanej w Efezie. Lecz gdy poznali, że jest Żydem, rozległ się z ust wszystkich jeden krzyk, który trwał około dwóch godzin: Wielka jest Artemida Efeska! [Dz 19,34]. 

Gwizdy, okrzyki, gromkie skandowanie – to zachowania towarzyszące prowadzeniu jakiejś walki i znane sposoby raczej zakłócania duchowego porządku, aniżeli jego budowania. Nawet znany ze stadionów hałaśliwy doping – jak wskazują najnowsze doświadczenia – powinien mieć jakieś rozsądne granice. W każdym bądź razie afrykańskie wuwuzele te granice z pewnością przekroczyły. 

Dlaczego chrześcijańskie zgromadzenie coraz częściej przypomina hałaśliwą dyskotekę, salę koncertową lub stadion, a nie miejsce nastrajające do głębszej refleksji nad swoim życiem i społecznością z Bogiem? Ostatnio w trakcie tzw. uwielbiania w jednym z londyńskich zborów pomyślałem sobie, że część chrześcijan tym różni się od świata, że większość ludzi chodzi na dyskoteki w piątkowy wieczór [i musi za to zapłacić], natomiast oni urządzają sobie darmową dyskotekę w niedzielne przedpołudnie  ;)

Czy zastanawialiśmy się dlaczego Bóg powiedział do swojego ludu: Usuń ode mnie wrzask twoich pieśni! I nie chcę słyszeć brzęku twoich harf [Am 5,23]? Może jednak głośną muzyką zawsze nie sprawiamy Bogu aż takiej przyjemności, jak nam się wydaje. Tym bardziej, że nierzadko była ona i nadal bywa oznaką pustki wewnętrznej i duchowej powierzchowności. 

Owszem, czasem zachowujemy się bardzo głośno, gdy znajdziemy się w poważnych tarapatach. Głośno wołam do Boga i krzyczę, głośno wołam do Boga, aby mnie usłyszał. Szukam Pana w dniu mej niedoli [Ps 77,2-3]. Podobnie, gdy chcemy wrogom ogłosić wielkość i zwycięstwo Pana. Normalnie jednak do osób nam bliskich się nie wydzieramy. Gdy zaczynamy to robić, to sygnał, że z naszymi relacjami dzieje się coś złego.

Nabożeństwo chrześcijańskie - to spotkanie ludzi sobie bliskich z Najbliższym. Bliskich i głębokich relacji zazwyczaj nie wyraża się zbyt hałaśliwie. Co wy na to?
 
 


Licznik

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj81
mod_vvisit_counterWczoraj277
mod_vvisit_counterTydzień2443
mod_vvisit_counterMiesiąc8909
mod_vvisit_counterRazem241330

Gości online: 7

jezus_banner

Droga Zbawienia